W pewnej niezwykle pięknej dolinie, pomiędzy dumnymi szczytami górskimi, na zawsze zielonych, bujnych, pastwiskach mieszkało stado białych, niczym pogodne chmurki, owieczek. Owieczki, jak to mają w swoich zwyczajach, przechadzały się po tutejszych łąkach, skubały soczystą trawę i od czasu do czasu wydawały z siebie odgłosy „beee, beee”. Czasem owe „beee” były krótsze, albo dłuższe, bywały pojedyncze, albo chóralne, ale zawsze miały w sobie radosną nutę, bo owieczki były szczęśliwe. Trawy nigdy nie brakowało, pogoda zazwyczaj była przyjemna, a troskliwy pastuszek dbał o to, aby do stada nie zbliżył się żaden wilk lub inne nieprzyjazne zwierzę.
Pewnego dnia w stadzie wybuchła ogromna radość. Radość większa niż zwykle, bo właśnie urodziła się pierwsza w tym roku owieczka. Każde narodziny oczywiście były zawsze przez pozostałe zwierzęta przyjmowane z wielkim entuzjazmem, jednak jakoś zawsze te pierwsze wyzwalały najwięcej szczęścia, bo oznaczały, że już za chwilę będą pojawiały się także kolejne młode, biegające wokół i dające starszym owieczkom tak wiele powodów do uśmiechania się i donośnego, radosnego beczenia. Ponadto jakoś tak się działo, że wraz z narodzinami owieczek trawa stawała się w tym czasie jeszcze bardziej soczysta i pachnąca, a na łąkach pojawiały się całe dywany cudownych, wielobarwnych kwiatów.
W ten oto sposób, wśród ogólnego entuzjazmu, na świat przyszła właśnie Basia. Mała, wesoła owieczka. Do tego ciekawa wszystkiego i uwielbiająca biegać za kolorowymi motylkami, które nieraz, pewnie dla sprowokowania zabawy w berka, przysiadały jej na nosie.
Basia lubiła towarzystwo innych jagniątek. Chętnie się z nimi bawiła, a ponieważ była wśród nich najstarsza, czuła, że może być dla młodszych autorytetem i pokazywać im na świecie to, czego jeszcze nie zdążyły zobaczyć lub wymyślać nowe zabawy. Stąd Basia stawała się z każdym dniem coraz bardziej odważna i pewna siebie.
Pewnego razu, Basia jak zwykle bawiła się w towarzystwie innych, młodych owieczek. Jagniątka skakały od jednej kępki trawy do następnej, rywalizując między sobą o to, kto przeskoczy największą odległość, nie dotykając przy tym kopytkiem ziemi. Największa i dużo sprawniejsza od młodszych owieczek Basia, wygrywała z nieco młodszym, ale bardzo zadziornym barankiem – Kędziorkiem. Kędziorek za nic w świecie nie chciał odpuścić Basi kolejnej rywalizacji, i choć wszystkie pozostałe jagniątka odpadły już z zabawy, ta dwójka nie dawała za wygraną. Basia również zawzięła się w sobie. Widziała przed sobą właśnie piękną kępkę trawy. Idealną do tej rywalizacji. Wiedziała, że ona, choć z trudem, ale zdoła jeszcze ją osiągnąć, podczas gdy Kędziorek na pewno nie da rady. Jest jeszcze za mały. Zawzięła się całą sobą, naprężyła, idealnie wymierzyła odległość do skoku i… Wpadła prosto w ramiona pastuszka, który złapał ją w locie.
– Basiu, Basiu! – odezwał się opiekun do owieczki. – Dobrze wiesz, że nie wolno się żadnej owieczce oddalać w miejsce, w którym się właśnie znalazłaś! A tym bardziej tak młodej! Wracaj natychmiast do mamy!
W głosie pastuszka była stanowczość, ale i wielka troska. Basia posłusznie wróciła do swojej mamy, ale w środku czuła złość. Zabawa została nierozstrzygnięta, a pozostałe jagniątka rozeszły się.
Mijały kolejne dni. Młode owieczki były coraz większe i sprawniejsze, więc powoli zaczęły dorównywać Basi. Dumna Basia za nic nie chciała jednak stracić swojej pozycji, co chwilę wymyślając nowe zabawy i powody do rywalizacji, ale jej towarzystwo coraz bardziej dzieliło się na mniejsze grupki, które wolały inne rodzaje radosnego spędzania czasu. Jeden towarzysz pozostawał jednak nierozłączny wobec Basi. Kędziorek wciąż dotrzymywał jej kroku i brał udział w wymyślanych przez nią zawodach. Sam też coraz częściej prowokował zabawy, starając się wymyślić taką, w której mógłby w końcu swoją koleżankę pokonać.
Było słoneczne popołudnie. Basia i Kędziorek bawili się w gonienie liści unoszących się na wietrze. Kto dłużej zdołał mieć upatrzony listek w zasięgu swojego noska, ten wygrywa. Obojgu szło wyśmienicie. Basia doskonale zdawała sobie sprawę, że właśnie nadszedł ten dzień, że Kędziorek może ją pokonać. Był szybki, zwinny, znakomicie przeskakiwał wystające tu i ówdzie kamienie, miał wspaniały refleks i świetne pomysły na pokonywanie przeszkód, które znajdowały się na jego drodze. Basia była zaniepokojona. Co będzie jeśli przegra? Co powiedzą pozostałe jagniątka? Czy Kędziorek będzie jeszcze chciał się z nią bawić? Jak będzie się czuła po porażce? O nie! Za nic w świecie nie może przegrać! Wymyśliła sobie plan. Pobiegnie za dużym liściem dębu. Wprawdzie oddali się w miejsce, do którego zabraniał się zbliżać pastuszek, ale jest tam przecież dużo płaskiego terenu, bez drzew i innych przeszkód. Będzie jej więc łatwo liścia nie zgubić. Na pewno pokona Kędziorka! Biegła i biegła za upatrzonym listkiem, starając się maksymalnie skupić. Ani na chwilę nie spuszczała go z oka, nie rozpraszając się już nawet na to, jak zabawa idzie Kędziorkowi.
– Basiu, Basiu!! – zaczęły w pewnej chwili nawoływać zaniepokojone jagniątka, ale młoda owieczka, ani ich już nie słyszała, ani nie zamierzała na nic innego zwracać uwagi.
Basia oddalała się coraz bardziej i bardziej, za wszelką cenę pragnąc wygrać rywalizację.
Kiedy minęły kolejne minuty, nagle owieczka zorientowała się, że zamiast być na soczystej trawie, grunt pod jej kopytkami gwałtownie się zmienił i w pewnym momencie znalazła się na wielkiej skale. Nigdy nie była w tym miejscu i nawet nie wiedziała o jej istnieniu. Skała była bardzo śliska po deszczu, który padał ubiegłej nocy. I tak nagle:
-Beeeee! – zabeczała przeraźliwie Basia, kiedy jej kopytka rozjechały się na cztery strony.
Oczywiście w tym samym momencie zgubiła też swojego listka. Wciąż leżąc na ziemi, Basia ostrożnie podniosła głowę, aby się rozejrzeć i sprawdzić, czy mimo wszystko udało jej się pokonać Kędziorka. Jakie było jednak jej zdziwienie, kiedy w zasięgu wzroku nie zobaczyła ani jednej owieczki! Nie było także pastuszka, a krajobraz wokół był zupełnie obcy! Do tego leżała na olbrzymiej, śliskiej skale. Powoli, bardzo, bardzo ostrożnie, spróbowała się podnieść.
– Beeeeeeee!!! – krzyknęła znowu, bo jej kopytka ponownie rozjechały się we wszystkie strony.
Ale nie to było najgorsze. Właśnie dostrzegła, że skała niebawem się kończy, a tuż za nią jest ogromna przepaść. Każda kolejna próba podniesienia się groziła tym, że owieczka znajdzie się na krawędzi skały i może spaść na dół. Co teraz począć? Zawsze tak bardzo pewna siebie Basia zupełnie straciła rezon. Pomysły, które zawsze kotłowały się w jej głowie jakoś teraz nie chciały przyjść.
– Beee, beee, beee , BEEEEEEEE!!!!! – zaczęła przeraźliwie nawoływać pomocy owieczka, zupełnie nie widząc dla siebie teraz innego wyjścia.
I rzeczywiście, nie minęła nawet chwila, a w oddali zaczęła majaczyć czyjaś sylwetka. Postać biegła szybko, z każdym momentem, zbliżając się w kierunku Basi. Owieczka nie potrafiła jednak jej rozpoznać. Postać nie wyglądała ani jak typowa owieczka, ani jak dobrze znany jej pastuszek. Minęło kolejnych kilka chwil i…:
– Beee, beee, beee , BEEEEEEEE, BEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!! – znowu zaczęła wrzeszczeć Basia, bo właśnie zorientowała się, że zbliża się do niej nie kto inny, tylko sam wilk.
Nikt jednak nie odpowiadał na jej nawoływania, a wilk był z każdą chwilą był coraz bliżej małej owieczki. Nie widząc innego wyjścia, mała Basia znowu spróbowała się podnieść. Ostrożnie uniosła kopytko za kopytkiem i… Tak! Udało się! Stała na własnych nogach! W tej samej chwili nabrała rozpędu, aby zacząć uciekać w bezpieczne miejsce, jednak niespodziewanie jej kopytka znów się rozjechały! Mało tego! Teraz owieczka znalazła się zupełnie na krawędzi olbrzymiej skały! Jej sytuacja była w tym momencie całkowicie beznadziejna. Nie było możliwości, aby bez czyjejś pomocy była w stanie odsunąć się od ziorającej tuż obok przepaści. Tymczasem przy Basi pojawił się wyraźnie zadowolony wilk.
– Podaj mi kopytko, pomogę ci! – odezwał się do Basi.
Jego głos był niespodziewanie łagodny i spokojny. Zdumiona owieczka popatrzyła z niedowierzaniem na stojącego nad nią zwierza. To było jej pierwsze spotkanie w życiu z tym drapieżnikiem. Jak dotąd znała go tylko ze strasznych opowieści. Mama i inne dorosłe owce wielokrotnie przestrzegały małe jagniątka przed wilkiem. Teraz jednak Basia była niemal pewna, że nie mogło chodzić o tego konkretnego. A może w ogóle te opowieści o wilkach nie były prawdziwe? Przecież ten jest taki miły! Do tego chce Basi pomóc i wybawić ją z kłopotu!
– No dalej Basiu, nie bój się, zaprowadzę cię do mamy! – zachęcał dalej wilk.
– Skąd znasz moje imię? – Basia zdumiała się jeszcze bardziej.
– Twoja mama prosiła, żebym cię odnalazł. – odparł drapieżnik.
– Znasz moją mamę? – Basia teraz miała oczy niczym dwie ogromne monety.
– Oczywiście. – zapewnił wilk. – Zaraz cię do niej zaprowadzę.
Teraz Basia była już zupełnie pewna dobrych intencji zwierza. Powoli wyciągnęła w jego stronę kopytko. W tym samym momencie jednak:
– Nie!!!!!!!! Basiu!!!!!!!!! NIE!!!!– ktoś zaczął krzyczeć na cały głos.
Owieczka rozejrzała się wokół. W oddali zobaczyła znajomą postać pastuszka. Tuż za nim biegło kilka dorosłych owieczek. W tym mama. Basia była zdezorientowana. Jednak posłusznie się cofnęła. Na całe szczęście… W tej samej chwili zauważyła, że zza nieodległych krzaków wyskoczyła cała wataha czających się wilków. Drapieżniki skoczyły w stronę pastuszka, szczerząc przy tym groźnie zęby. Otoczyły jego i towarzyszące mu owieczki, próbując przy tym kłapać zębami. Pastuszek jednak zaczął wymachiwać długim kijem, który trzymał w dłoniach, nie dopuszczając do siebie żadnego z drapieżników. Wilki w końcu odpuściły i postanowiły się oddalić. Stojący wciąż przy Basi zwierz odezwał się:
– Jeszcze się spotkamy! – i również odszedł. Jego głos wciąż był łagodny, miły i spokojny, zupełnie nie pasował do groźnego drapieżnika jakim miał być wilk.
– Basiu!!!! – chwilę później do owieczki podbiegł pastuszek z towarzyszącymi mu starszymi owcami. – Basiu, nic ci nie jest?!
– Nie. Przepraszam. – nieśmiało zabeczała owieczka, a w tym samym czasie pastuszek wziął ją na ręce i zaniósł na trawę, w bezpieczną odległość od przepaści.
Basia wróciła do stada. Od tego dnia stała się najgrzeczniejszym jagniątkiem. Postanowiła również, że zamiast rywalizować z młodszymi owieczkami, jako najstarsza stanie się dla nich mądrą przewodniczką, opowiadając o czyhających na jagniątka niebezpieczeństwach i tłumacząc, jak ważne jest posłuszeństwo wobec rodziców i pastuszka.
